Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

April 07 2020

avooid
17:29

Mal de coucou – paradoks życia towarzyskiego, które jest niby bujne, ale w którym mamy niewielu prawdziwych przyjaciół. Mamy wokół siebie bardzo wielu ludzi, ale tylko przy bardzo nielicznych możemy być naprawdę sobą i wypłukiwać z siebie wszystkie te psychologiczne toksyny, które się w człowieku gromadzą. Mal de coucou jest jak złe odżywianie, które sprawia, że nawet jeśli pochłoniemy cały bufet niezobowiązujących pogawędek, to i tak wciąż jesteśmy głodni prawdziwego posiłku.

Liberosis – tęsknota za tym, żeby się mniej przejmować, rozluźnić kontrolę nad swoim życiem, żeby przestać co chwila patrzeć za siebie, czy tam się nie czai ktoś z siekierą, czy choćby ktoś, kto chce przechwycić piłkę. Tęsknota za tym, żeby zająć się wreszcie swoim życiem na luzie i z radością, trochę jak w siatkówce, żeby podbijać je krótkimi odbiciami, utrzymywać cały czas w powietrzu, żeby nie spadło na ziemię, zdać się na przyjaciół, na siebie, zawsze w ruchu.

Adronitis – frustracja, że tak strasznie długo trwa zanim naprawdę poznamy drugiego człowieka. Pierwsze tygodnie znajomości antyszambrujemy pogawędkami w przedpokojach psychiki, przesuwając się w głąb powolutku i po centymetrze, dwa kroczki naprzód, jeden duży wstecz. A chciałoby się przecież zacząć od sedna, od tego, co najważniejsze, a dopiero potem odblokowywać wyjścia na sprawy drugorzędne i marginalne. Chciałoby się zacząć od najgłębszych tajemnic i najintymniejszych szczegółów, a dopiero potem wyluzowywać w stronę small-talku, tak żeby dopiero po latach i poznaniu wszystkich soczystych sekretów osiąść spokojnie na kanapie i zapytać bliźniego jak ma na imię i co właściwie słychać.

Occhiolism – bolesna świadomość małości własnego doświadczenia i ograniczeń własnej perspektywy. Bo faktycznie, są one tak wąskie, że trudno z nich wyciągać jakiekolwiek wnioski o świecie, o przeszłości, albo o złożoności kultury. Owszem, życie każdego z nas jest niepowtarzalną anegdotą o nierzadko epickim rozmachu, ale i tak jest to rozmiar próbki: jeden. I całkiem możliwe, że jesteśmy tylko próbką porównawczą dla znacznie ambitniejszego eksperymentu, który ktoś właśnie prowadzi w pokoju obok.

Rückkehrunruhe – kiedy pełna wrażeń podróż, z której właśnie wracamy, zaczyna nam gwałtownie znikać z pamięci kiedy tylko przekroczymy próg domu. Do tego stopnia, że musimy sami sobie przypominać, że naprawdę byliśmy w trasie… choć ledwie kilka dni temu wszystko jeszcze pulsowało najżywszym szczegółem. Chciałoby się uniknąć aż tak szybkiego zapomnienia, chciałoby się bezboleśnie przepoczwarzyć z powrotem w życie codzienne, albo właśnie odwrotnie, porzucić wszelką iluzję ciągłości i zostawić migawkę wiecznie otwartą, tak by każda kolejna scena zapisywała się bezpośrednio na poprzedniej.

Opia – dwuznaczne i dojmujące patrzenie komuś w oczy, które zarazem czyni z nas natrętów, jak i wystawia na cios. Oczy drugiego człowieka błyszczą, są bezdenne, ale i nieprzezroczyste, a my zaglądamy w nie jak w dziurkę od klucza, czując z absolutną pewnością, że tam, po drugiej stronie drzwi, ktoś jest. Ale nie wiemy, czy zaglądamy do wnętrza czyjegoś domu, czy właśnie wyglądamy na zewnątrz.

Mimeomia – łatwość z jaką wchodzimy w szufladki i dopasowujemy się do stereotypów, nawet jeżeli tego nie chcemy, nawet jeżeli to nie jest w porządku i nawet jeżeli wszyscy uważamy że tak być nie powinno. Samookaleczamy naszą fantazję i pomysłowość zakładając najnudniejszy i najbardziej oczywisty kostium – Batmana, kapitana Sparrowa, kota z „Catwoman” – byle tylko zgarnąć te łatwe lajki i nie musieć po raz kolejny odpowiadać na pytanie „za kogo ty się właściwie przebrałeś?”

Ambedo – rodzaj melancholijnego transu w jaki wpadamy, kiedy dajemy się pochłonąć bez reszty szczegółom i szczególikom doświadczenia zmysłowego. Krople deszczu spływające po szybie, drzewa szumiące na wietrze, znikająca pianka na kawie – te krótkie momenty w których doznajemy po prostu tego, że żyjemy, i to tylko po to, żeby tego właśnie doświadczyć.

Semaphorism – dyskretny znak w rozmowie, że mamy coś osobistego do powiedzenia w danym temacie, ale nie będziemy rozwijać. Empatycznie skinięcie głową, w pół opowiedziana anegdota, enigmatyczne „znam to uczucie”. Rzeczy, które wrzucamy czasami w rozmowę, a które są jak chorągiewki, które ostrzegają, żeby tutaj nie kopać, bo coś jest ukryte pod ziemią. Może linia energetyczna, która zasila dom, a może światłowód, który prowadzi hen, do innego kraju.

Avenoir – marzenie o tym, żeby dało się pamiętać rzeczy przyszłe. Przyjmujemy przecież jako oczywiste i niewzruszone, że życie zawsze idzie do przodu, ale… w tym ruchu jesteśmy jak wioślarze: siedzimy tyłem do kierunku jazdy i możemy widzieć skąd przybywamy, ale nie dokąd płyniemy. Widzimy kim byliśmy, nie widzimy kim będziemy. Co więcej, kurs naszej łodzi nadaje przecież młodsza wersja nas samych. Jesteśmy poniekąd zakładnikami tego, co zdecydowaliśmy, kiedy byliśmy dużo mniej rozsądni i dużo bardziej naiwni niż dzisiaj. I trudno się nie rozmarzyć, jak to by było, gdyby było odwrotnie.

Moriturism – nagłe odczucie własnej śmiertelności, poczucie, że te upływające lata nie są żadnymi próbami do przedstawienia, które ma się odbyć, ani fragmentami historii, którą będziemy później opowiadać, ale raczej śladami na piasku, za którymi podąża przypływ absolutnego zapomnienia. Ale nawet i ono nie zmyje tego posmaku dużego kebsia na cienkim cieście, który niepotrzebnie zjedliśmy tuż przed snem.

Reverse shibboleth – ogólnikowe „halo” na początku rozmowy telefonicznej, które jest o tyle nieoczywiste, że w dobie komórek z góry przecież wiemy kto dzwoni. Ma ono z pozoru tyle samo sensu, co obrazek koperty przy ikonie emaila, albo malowanie pisanek ręcznie, choć przecież można kupić takie sztuczne, fabrycznie pomalowane. A przecież i tak to robimy sami, żeby być pewni, że one będą takie jak te, które malowaliśmy kiedyś z babcią.

Daguerreologue – wyobrażona rozmowa ze starą fotografią nas samych. Z tą tajemniczą postacią, która ciągle żyje w domu naszego dzieciństwa i która pewnie spędza wiele czasu na rozmyślaniach kim teraz jesteśmy i co robimy. Jak ta staruszka, której dzieci i wnuki mieszkają daleko i nie dzwonią już często.

Altschmerz – zmęczenie tym, że jesteśmy zmęczeni wciąż tym samym, że ciągle nas gnębią i troskają te same problemy, niedociągnięcia i niepokoje. Całymi latami męczy nas i doskwiera jedno i to samo, te przeciągłe i dobrze znane smutki, które bolą, ale nie mają już smaku, bo się zupełnie zużyły i nawet łagodny masochizm nie znajduje już w nich nic inspirującego. Cóż więc pozostaje innego niż wciąż od nowa wyruszać na poszukiwanie nowych-starych zmartwień, które pogrzebaliśmy dawno temu i których smaku zapomnieliśmy?

Heartworm – była miłość, przyjaźń, lub tylko znajomość z kimś, z kim już dawno nie mamy kontaktu, ale kogo wciąż nie możemy się pozbyć z naszych myśli. Teoretycznie już dawno zostawiliśmy tę relację za sobą, ale tak naprawdę wciąż nosimy ją w sobie, żywą i niedokończoną, jak porzucony biwak z niedogaszonym ogniskiem, które ledwie się tli, ale tylko czeka, żeby rozdmuchać pożar lasu.

Waldosia – kiedy szukamy w tłumie twarzy osoby, o której dobrze wiemy, że jej tam nie ma. Taki sposób na zbadanie, czy ten człowiek jest w ogóle jeszcze obecny w naszym życiu, taki emocjonalny odpowiednik sprawdzania po kieszeniach, czy są klucze, portfel, telefon, zanim sobie powiemy, że możemy iść.

Anthrodynia – zmęczeniem tym, jak chamscy i źli ludzie potrafią być dla siebie wzajemnie. Z tego zmęczenia ludźmi rodzi się umiłowanie przedmiotów, które są bezpretensjonalne, które nie oceniają, które po prostu są.

The bends – frustracja, że czegoś nie przeżywamy i nie doświadczamy tak jak powinniśmy, mimo że przecież czekaliśmy i pracowaliśmy na to – nieraz całymi latami. Ale nadmierne oczekiwania rozmagnesowują nasze serce, a my gorączkowo próbujemy coraz to nowych kombinacji, byle tylko dostać coś więcej niż śnieżny ekran i biały szum emocjonalny.

Deep cut – nagły nawrót emocji, której nie czuliśmy od lat. Emocji, o której byśmy już kompletnie zapomnieli, że ona w ogóle istnieje, gdyby nie to, że przypadkiem zostawiliśmy naszą psychiczną playlistę nastawioną na „losuj”. A teraz, gdy słyszymy pierwsze akordy, czujemy nagle, że nasze neurony szarpią jak pies, który jest już na smyczy, a któremu nie zdążyliśmy jeszcze otworzyć drzwi.

Contact high-five – kiedy bezwiednie dotyka nas ktoś, kto po prostu wykonuje swoją pracę – fryzjer, instruktor jogi, albo kelner – a nam się to podoba dużo bardziej niż skłonni jesteśmy przyznać. Prostota takiej minimalnej, niczym niezmąconej relacji, która podważa siłę słowa pisanego i podsuwa myśl, że w 2050 roku najlepszym rozwiązaniem dla początkujących pisarzy będzie po prostu przytulać ludzi.

Hiybbprqag – poczucie, że wszystko co nowe, już było, że ludzka kultura już dawno wypełniła swoją płytkę Petriego i teraz już karmi się tylko sama sobą, bez końca przeżuwając i krzyżując zużyte konwencje, tworząc przy tym nic więcej jak promieniotwórczy wyciek smutku.

Onism – smutek, że będziemy mogli doświadczyć tylko małej cząstki kosmosu. Tak jak wtedy, gdy stoimy przed tablicą odlotów na lotnisku, na której migoczą setki egzotycznych nazw, a za każdą kryje się cały odrębny świat, którego nie zdążymy zobaczyć przed śmiercią (i jeszcze jeden!). Nie zdążymy go zobaczyć tylko dlatego, że – jak usłużnie podpowiada mapa – „jesteśmy tutaj!”

Reposted fromliteratka literatka viaitmakesmecalm itmakesmecalm

April 06 2020

avooid
19:04

wierzę w rozmowy dusz,
których ty nie słyszysz

i kiedy nic nie mówię
i kiedy cię nie widzę

wcale nie znaczy,
że mnie nie ma z tobą.

— "Winem pisane"
Reposted fromMsChocolate MsChocolate viamaybeyou maybeyou

April 05 2020

avooid
17:27
Trzeba umieć nabrać takiego wewnętrznego spokoju. Rozglądanie się i patrzenie na innych nie ma sensu, bo wtedy przychodzi właśnie stres, że ktoś już coś ma, a ja jeszcze nie. Wtedy popełnia się najwięcej błędów.
— wykładowca ASP
Reposted fromroxanne roxanne viazakladnikdiabla zakladnikdiabla
avooid
17:27
Czasami z ludźmi nie warto dyskutować, nie warto im tłumaczyć. Jedyne, co warto, to zostawić ich i odejść. Osamotnienie jest jedną z najcięższych kar, na które człowiek może skazać człowieka.
— Krystyna Siesicka
Reposted fromnacpanaa nacpanaa viazakladnikdiabla zakladnikdiabla
avooid
17:26
5600 0f44
Reposted fromolaosa olaosa viazakladnikdiabla zakladnikdiabla
avooid
17:22
Czasem wystarczy jedno słowo kogoś, kto w ciebie wierzy, by wrócić do świata.
— Alessandro D'Avenia
Reposted fromnacpanaa nacpanaa viazakladnikdiabla zakladnikdiabla
avooid
17:18
8916 e75f
Reposted fromiamstrong iamstrong viapyotrus pyotrus
avooid
17:17
Nie czekaj, aż życie stanie się łatwiejsze, prostsze, lepsze. Życie zawsze będzie skomplikowane. Naucz się być szczęśliwym. W przeciwnym wypadku, skończy Ci się czas
— Nietykalni
Reposted frommiss-reckless miss-reckless viaMezame Mezame
avooid
17:16
Bo jeśli kochało się jakąś osobę raz w życiu, to zawsze będzie się do niej coś czuło.
— Bezimienna
Reposted fromzjedlimibrata zjedlimibrata viaBilora Bilora
17:15
1703 e392 500
Reposted fromburnmyshadow burnmyshadow viamaybeyou maybeyou
avooid
17:12
Reposted fromNarcisse-Noir Narcisse-Noir viamaybeyou maybeyou
avooid
17:12
3576 5b0b 500
Reposted fromamphetamine amphetamine viamaybeyou maybeyou
avooid
17:12
7574 eed0 500
Reposted fromhrafn hrafn viamaybeyou maybeyou
avooid
17:12

"Nigdy o tym nie pomyślałaś? Żeby pojechać w jakieś inne miejsce i stać się zupełnie kimś innym niż teraz?"

Haruki Murakami

Reposted fromhrafn hrafn viamaybeyou maybeyou

April 04 2020

avooid
19:23
5332 0a0e
Reposted fromkarahippie karahippie viausmiechprosze usmiechprosze
avooid
19:23
0221 e29c 500
Reposted frommalice malice viausmiechprosze usmiechprosze
19:23
9670 5cd0

rokenford:

God when is art nouveau going to make a comeback.

Reposted fromkilljill killjill viausmiechprosze usmiechprosze
avooid
19:23
avooid
19:23
4514 7b1d
avooid
19:23
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.
Get rid of the ads (sfw)

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl